2 dni prezentacji + 3 dzień gala.
w tym czasie przesłuchałam/obejrzałam 104 (słownie: stu czterech) uczestników:
wokal, recytacja, gra na instrumentach, taniec współczesny solo i grupowy, taniec ludowy,
balet, pantomima, małe formy teatralne.
wypiłam hektolitry herbat z termosu (bez cytryny, bo nie dali) i kilka filiżanek kawy (z mlekiem, bo dali),
zjadłam parę ciasteczek maślanych z cukrem, lukrowanych pierników i kakaowych rurek,
zużyłam wagon chusteczek higienicznych Regina (polecam, bo delikatne) oraz z kerfura (nie polecam, bo szorstkie),
ilość pastylek do ssania i psiknięć donosowych - niepoliczalna,
(pogubiłam się przy czwartym kichnięciu).
pod wieczór, kiedy już słaniałam się na łokciu, marszcząc przy tym bordowy obrus na stole,
i trącając koleżankę z Białorusi, niewiele do mnie docierało w zakresie słuchu (uszy zatkał mi katar, tak?).
zdałam się więc na narząd wzroku (nieidealny zresztą) i resztę oceniałam pod kątem walorów estetycznych.
o dziwo, obrady nie były burzliwe, mimo iż wielojęzyczne, i dość zgodnie obdzieliliśmy nagrody.
na gali głównie unikałam kamery obrotowej, chowając się za filarami.
Rudolf był już przecież w telewizji. podczas świąt!
nie, nie jestem jurorką "Mam talent" i nie nazywam się Agnieszka Chylińska.
Kuba Wojewódzki też nie.
w następnym odcinku opowiem Państwu, co trzymało mnie tam przy życiu.